Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Viewegh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Viewegh. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 marca 2012

ROMANS PO CZESKU - Michal Viewegh "Mężczyzna idealny"


Michal Viewegh, korzystając z poetyki kolorowych pism kobiecych, przedstawia obyczajowy portret naszych południowych sąsiadów

Przy recenzowaniu "Mężczyzny idealnego" Michela Viewegha pojawia się kilka problemów, które trzeba sobie od razu wypunktować. Po pierwsze: książka ta wyszła rok temu pod innym tytułem ("Powieść dla kobiet"), obecne wydanie powiązane jest z premierą filmu opartego na tym materiale. Inicjatywa cenna marketingowo, która - miejmy nadzieję - przełoży się również na nagłośnienie nazwiska czeskiego pisarza. Dochodzimy tutaj do drugiego ciekawego problemu, którym jest popularność Viewegha. W Czechach jest on najgłośniejszym obecnie pisarzem, w ciągu 15 lat wydał 17(!) książek, które z miejsca stawały się bestsellerami, a na ich podstawie kręcono filmy przynoszące znaczne zyski. Dlaczego zatem Viewegh nie może się przebić na naszym rynku? Wszak "Mężczyzna idealny" to juz czwarta książka Czecha przetłumaczona na polski. Odpowiedź zdaje się tkwić w kolejnym problemie - otóż Viewegh jest postacią, której polskiej literaturze brakuje. To pisarz środka, którego czytają zarówno wymagający czytelnicy, jak i publiczność masowa, łaknąca rozrywki na innym poziomie. Viewegh jest - choć brzmi to dość paradoksalnie - kimś pomiędzy Pilchem a Grocholą.  "Mężczyzna idealny" to doskonały przykład takiego połączenia - Viewegh opowiada dość prostą miłosną historię, z typowymi dlań współczesnymi atrybutami á'la Bridget Jones, a przy tym nie traci ironicznego zacięcia oraz pozwala sobie na literackie gry. To czytadło, które dla jednych pozostaje tylko romansem, a dla innych jest zabawą ośmieszającą pewne narracyjne konwencje. Całość czyta się z narastającą zazdrością - kiedy i u nas pojawi się ktoś podobny?

Michal Viewegh
"Mężczyzna idealny"
tłum. Julia Boratyńska
Zysk, Poznań 2006

(tekst ukazał się pierwotnie w "Życiu Warszawy")

SIŁA BYCIA POMIĘDZY - Michal Viewegh "Wychowanie dziewcząt w Czechach"


Michal Viewegh to najpoczytniejszy obecnie czeski pisarz, który wciąż nie może się przebić do serc polskich czytelników. Być może osiągnie ten cel za pomocą najnowszej powieści „Wychowanie dziewcząt w Czechach”?

Najwyższa pora, bo jeśli nie teraz, to kiedy? Do tej pory w polskim przekładzie ukazały się trzy książki Viewegha: błyskotliwy debiut „Cudowne lata pod psem”, wydawniczy ewenement (książka czeskiego pisarza wydana w czeskiej oficynie... po polsku!) „Uczestnicy wycieczki” oraz żartobliwa love-story „Powieść dla kobiet”. Tymi tytułami Viewegh dał się poznać jako znakomity stylista i ironista sięgający po codzienną tematykę i popularne klisze. Taka niezwykła hybryda – coś pomiędzy Pilchem a Grocholą.

„Wychowanie dziewcząt w Czechach” potwierdza opinię o Vieweghu jako wnikliwym obserwatorze współczesnych obyczajów. Tym razem głównym bohaterem jego powieści jest nauczyciel języka czeskiego, który, chcąc sobie dorobić do skromnej pensji, zostaje prywatnym korepetytorem nieco rozkapryszonej córki podejrzanego biznesmena. Lekcje twórczego pisania kończą się romansem, zaś świetnie ukazana codzienność nauczycielska (który z naszych pisarzy zdobędzie się na coś takiego?!) ustępuje miejsca literackim ambicjom autora.

Będąc dobrowolnym oficerem łącznikowym między lekceważonymi, ale kupowanymi czytadłami a szanowaną literaturą, której praktycznie nie czyta nikt, oczywiście muszę się liczyć z tym, że od czasu do czasu będę złośliwie besztany z obu obozów – mówi w pewnym momencie bohater „Wychowania...” (mający wiele wspólnego z samym autorem) i, aby schlebić gustom wyrobionego czytelnika, rozsiewa po całym tekście nawiązania do literatury wysokiej – już główny schemat fabularny może przypominać „Lolitę” czy raczej „Pigmaliona”.

Cała powieść przypomina postmodernistyczne korepetycje z literatury, pełne odautorskich komentarzy i cytatów ze współczesnych pisarzy (najczęściej czeskich), jest patchworkiem, na który składają się fragmenty cytowanych dzieł i wtłoczone w strukturę powieści odrębne opowiadania. „Wychowanie dziewcząt w Czechach” jest także autoironicznym komentarzem do twórczości Viewegha, gdzie wspomina się „Cudowne lata pod psem” i, ustami krnąbrnej uczennicy, wygłasza niezbyt pochlebne opinie: jest cały czas o tym samym... i ta nieustanna chęć rozbawiania!  Na dodatek nieprawdziwe.

Viewegh zdaje się przyklaskiwać Johnowi Fowlesowi, który twierdził, że literatura współczesna nie musi mówić wyłącznie o tym, jak trudno jest uprawiać literaturę i zręcznie kontrapunktuje „literackie korepetycje” kapitalnymi obserwacjami z życia praskiego intelektualisty w średnim wieku. Pod koniec powieści autor-bohater z przymrużeniem oka wymienia powody, dla których podjął się jej napisania. Są wśród nich i takie: zdobyć kolejną forsę i zdobyć kolejną nagrodę w dziedzinie literatury. Być może nadejdzie moment, kiedy Viewegh będzie musiał wybrać tylko jedną z powyższych opcji. Osobiście nie miałbym nic przeciwko możliwości nr 2.

Michal Viewegh
"Wychowanie dziewcząt w Czechach"
tłum. Jan Stachowski
Świat Literacki, Warszawa 2005

(tekst ukazał się pierwotnie w "Arte")

VIEWEGH O DWU TWARZACH - Michal Viewegh "Sprawa niewiernej Klary"


Pisanie o książkach Michala Viewegha jest balansowaniem na cienkiej linie. Bo też i takim ryzykownym spacerem jest cała jego twórczość. Zaczął nieźle – od nostalgicznej i przesiąkniętej typowo czeskim ciepłym humorem powieści „Cudowne lata pod psem”. Potem bywało różnie. W dwunastu książkach, które Viewegh napisał w ciągu piętnastu lat, zbliżył się raczej do schematu popularnej powieści obyczajowej, który opanował do perfekcji. Zdobył dzięki temu sporą popularność (700 tysięcy sprzedanych egzemplarzy, przekłady na 18 języków, liczne adaptacje teatralne i filmowe – w Polsce mogliśmy oglądać „Wychowanie panien w Czechach” i „Mężczyznę idealnego”, film oparty na motywach „Powieści dla kobiet”),  ale też naraził się na ataki ze strony krytyki literackiej. Viewegh niemal w każdej powieści stara się udowodnić, że nie zasłużył na ironiczne i uwłaczające miano „najlepszej czeskiej pisarki”, że jest raczej zręcznym postmodernistą, wykorzystującym z premedytacją popkulturowe klisze i świadomie nawiązującym do tradycji literackich „poważnym autorem”.
Podobnie rzecz się ma ze „Sprawą niewiernej Klary”. Można spojrzeć na tę powieść jak na błahe czytadło balansujące między kryminałem a romansem, sprawne – a jakże! – ale nic poza tym. To zręcznie skonstruowana, pełna zaskakujących zwrotów akcji, na wskroś współczesna opowieść – ot, taki odpowiednik skrzącego się od pięknych barw sitcomu telewizyjnego. Mamy więc piękne kobiety, wielkie pieniądze, sławne osobistości, szybkie samochody, wnętrza pensjonatów i orientalne podróże. W tym ujęciu byłaby to, skrojona według wzorów klasycznych kryminałów, powieść detektywistyczna ze sfer praskiego high-life’u. Z obowiązkowymi drogimi alkoholami i miłosnymi intrygami, ma się rozumieć. Ale można też spojrzeć na „Sprawę niewiernej Klary” (dość koszmarny tytuł, muszę przyznać) z nieco innej perspektywy. To przede wszystkim całkiem udana analiza dzisiejszych stosunków międzyludzkich, ze wskazaniem na roztrząsanie zagadnień wierności i zdrady. Skupienie się na współczesnych przemianach obyczajowych w sferze seksu, przypatrywanie się odwiecznym perturbacjom damsko-męskim (ze szczególnym uwzględnieniem kwestii samotności) oraz próba rozwikłania tajemnicy niedopasowania seksualnego pozwalają nazwać Viewegha środkowoeuropejskim Philipem Rothem. Czeski pisarz jest zresztą nader świadomy wszelkich literackich nawiązań, jego powieści, w tym również „Sprawa niewiernej Klary”, aż roją się od mniej lub bardziej czytelnych odwołań do dzieł literatury rodzimej i światowej. Niestety – zazwyczaj kończy się to na irytująco aforystycznym przywoływaniu wyrwanych z kontekstu cytatów (m.in. z Greene’a, Bukowskiego, Austera, Zweiga czy Freuda). Znacznie bardziej frapująca jest tutaj obecność wszelkich pierwiastków intertekstualnych i metanarracyjnych – w formalnych grach literackich Viewegh okazuje się mistrzem. Mamy więc powieść w powieści, zamianę ról bohatera i narratora, podwójną fikcyjność świata przedstawionego. Ulubionym wszak chwytem Viewegha jest autotematyzm. Jak twierdzi jeden z bohaterów „Sprawy niewiernej Klary”. Bohater zawsze odzwierciedla choćby część charakteru autora. W powieści Viewegha urodzony w 1962 roku, sypiącymi cytatami jak z rękawa, znany pisarz bestsellerów zbiera materiał do napisania powieści detektywistycznej – śledzenie takich drobnostek jest dla wyrobionego czytelnika dodatkowym smaczkiem.
A więc mamy dwa w jednym (jak by napisał Viewegh: full wypas) – inteligentna powieść, a zarazem lekkie czytadło. Można się zżymać na taką hybrydę, ale bądźmy uczciwi – niewielu autorów umie balansować na tak cienkiej linii i nie spaść w dół.

Michal Viewegh
„Sprawa niewiernej Klary”
tłum. Martyna Lemańczyk
Zysk i S-ka, Poznań 2007

(tekst ukazał się pierwotnie w "Życiu Warszawy")

HOMOLKOWIE PO LATACH - Michal Viewegh "Zapisywacze ojcowskiej miłości"


Michal Viewegh daje w "Zapisywaczach ojcowskiej miłości" ironiczny obraz współczesnej czeskiej rodziny

"Zapisywacze ojcowskiej miłości" to już szósta wydana po polsku powieść Michala Viewegha - tym samym połowa dorobku najpopularniejszego czeskiego pisarza została przetłumaczona na język polski. Recepcja tej twórczości jest jednak nad Wisłą całkiem inna niż w Czechach, gdzie Viewegh jest niewątpliwie gwiazdą. Jego książki rozchodzą się w  zawrotnych - jak na dość mały kraj - nakładach, na podstawie jego powieści nakręcono kilka filmów (w Polsce mogliśmy oglądać „Wychowanie panien w Czechach” i „Mężczyznę idealnego” - film oparty na motywach „Powieści dla kobiet”, wkrótce odbędzie się premiera "Uczestników wycieczki"), wiele tekstów wystawiano również w teatrze. Krytyka, początkowo przychylna Vieweghowi, dość szybko odwróciła się od niego, nie mogąc wybaczyć mu flirtu z mainstreamem. Autor odpowiedział pięknym za nadobne - w niemal każdej książce pojawia się, ukazana w krzywym zwierciadle, postać literackiego krytyka (w "Zapisywaczach" przedstawiciel tej profesji zostaje nawet zamordowany i ukryty pod stertą węgla). Czytelnicy nie są tak wybredni i wykupują książki Viewegha na pniu. W Polsce jest zupełnie inaczej - twórczość prażanina nie odniosła choćby w połowie takiego rozgłosu, nawet przy naszej sympatii dla wszystkiego, co pochodzi zza południowej granicy. Prawdopodobnie dlatego, że nie mamy pisarza o podobnym statusie - autora lekkich czytadeł  z pretensjami do wielkiej literatury, postaci medialnej a zarazem przenikliwego krytyka współczesnej obyczajowości.
Wypada mieć nadzieję, że "Zapisywacze ojcowskiej miłości" pozwolą wreszcie odnieść Vieweghowi sukces na naszym rynku, tym bardziej, że powieść ta skupia w sobie wszystkie najważniejsze cechy pisarstwa autora "Cudownych lat pod psem". Opisana z różnych punktów widzenia historia zwykłej praskiej rodziny to pełna osobliwego poczucia humoru opowieść o balansowaniu między dzieciństwem a dorosłością, o trudnościach w utrzymaniu międzyludzkich więzi. A wszystko okraszone typowymi dla tego autora postmodernistycznymi zabiegami (autotematyzm, metanarracyjność, wykorzystywanie klisz literackich i popkulturowych). Nie ustrzegł się jednak Viewegh pewnych wpadek - irytuje przede wszystkim niezbyt daleko idące zróżnicowanie narracyjne, brak fabularnego uzasadnienia dla sposobu prowadzenia opowieści, zbytnia przezroczystość stylu oraz kłopoty z zakończeniem.
Dlaczego zatem jest tak dobrze, skoro jest w sumie dość nijako? Przede wszystkim dzięki najbardziej wyrazistemu portretowi obyczajowemu czeskiej społeczności od co najmniej czterdziestu lat! Rodzina z "Zapisywaczy ojcowskiej miłości" to Homolkowie początku XXI wieku. Kilka dekad, które minęły od serii filmów Papouška, zmieniło całkowicie model współczesnej rodziny i bohaterowie Viewegha są tego świetnym przykładem. Rozwiedzeni rodzice, pozostający w swobodnych związkach z nowymi partnerami, ekstrawagancki (chciałoby się użyć mocniejszego sformułowania) syn, nadmiernie liberalna w swych wyborach córka - to tylko współczesny, dość przejaskrawiony sztafaż. W głębi ducha wszyscy są tamtymi tradycyjnie mieszczańskimi Homolkami, hołdującymi swym fobiom, skłóconymi, ale przecież dążącymi do rodzinnego pojednania. I życia w konwencjonalnej, familijnej harmonii.

Michal Viewegh
"Zapisywacze ojcowskiej miłości"
tłum. Joanna derdowska
Zysk, Poznań 2007

(tekst ukazał sie pierwotnie w "Dzienniku. Polska-Europa-Świat"

GRA W ZBIJANEGO - Michal Viewegh "Zbijany"


Michal Viewegh to najpopularniejszy obecnie czeski pisarz, którego recepta na sukces czytelniczy jest nadzwyczaj prosta – wystarczy do schematu popularnej powieści obyczajowej dołączyć łatwe do przełknięcia wątki romansowe, wszystko zaś podać w luźny i przystępny sposób, doprawić zjadliwą ironią i współczesnym językiem popkultury, by na koniec udowodnić, że jest to zręczna postmodernistyczna literacka zabawa świadomie nawiązująca do „wysokich” tradycji literackich. Dzięki takiej postawie Viewegh stał się pisarzem środka, którego z chęcią czytają zarówno osławione gospodynie domowe, jak i doktoranci filologii czeskiej oraz zdobył sporą popularność (ponad milion egzemplarzy sprzedanych książek, przekłady na 18 języków, liczne adaptacje teatralne i filmowe). Z czasem jednak w twórczości Viewegha zaczął dominować ton nostalgiczny, zaś w jego kolejnych utworach, wciąż jednak przesyconych duchem lekkości, zaczął dominować ton powagi. Ostatnia jego powieść – „Zbijany” – jest tego najlepszym przykładem.
Każda książka Michala Viewegha kryje w sobie autobiograficzny klucz. W przypadku „Zbijanego” nie mogło być inaczej – i tutaj jeden z bohaterów jest, podobnie jak swego czasu autor, szkolnym nauczycielem (znamy ten motyw chociażby z głośnego „Wychowania dziewcząt w Czechach”), jednak w najnowszej powieści osobisty ton sprowadza się przede wszystkim do pozafabularnego punktu wyjścia utworu. Viewegh napisał „Zbijanego” tuż po przekroczeniu czterdziestki i właśnie męski (choć nie tylko) kryzys wieku średniego jest głównym bohaterem tej książki. Aczkolwiek początek nie zdradza aż tak pesymistycznej wymowy – oto szóstka przyjaciół z licealnej ławy, którzy właśnie przekroczyli magiczną granicę czterdziestu lat, wspomina swój beztroski żywot z okresu przedmaturalnego. Są więc szkolne kłopoty, utyskiwanie na pryszcze i otyłość, ale przede wszystkim pierwsze miłości, pierwsze balangi i wspólny start w dorosłe życie. Wszystko w niezobowiązującym i typowym dla Viewegha sosie lekkiej, łatwiej i przyjemnej literatury zaprawionej od czasu do czasu nostalgią lub poważnymi dygresjami. Tyle tylko, że z każdą kolejną stroną – i z kolejnymi latami – nastrój sielanki powoli ustępuje miejsca coraz to bardziej minorowym klimatom. Kolejne spotkania po latach ujawniają całą prawdę o okrucieństwie życia – zamiast wiecznej zabawy są kolejne rozwody i zmarnowane kariery, a pożądane niegdyś kobiety okazują się zmęczonymi matkami ze smutkiem w oczach i mocno pogrubioną figurą. Niektórzy co prawda próbują się przed tym bronić, jak choćby trójka dawnych kolegów, którzy ponownie zamieszkują razem, jednak ich próba ratowania młodości jest już tylko karykaturą dawnych poczynań.
„Zbijany” jest – jak zwykle w przypadku Viewegha – książką niezwykle przemyślaną pod względem formalnym. Rozbicie narracji na szóstkę bohaterów oraz fragmentaryczność i brak chronologii w ujawnianiu poszczególnych epizodów z ich życia pozwalają na utrzymanie tempa opowieści aż do samego końca, umożliwiając czytelnikowi obserwowanie tej swoistej partii niewinnej z pozoru gry, którą jest ludzkie życie. W ujęciu Viewegha tytułowy „zbijany” przeobraża się bowiem z beztroskiej zabawy towarzyskiej ze szczenięcych lat w metaforę nieubłaganego zbliżania się śmierci, która niczym kręgle ostatecznie „zbija” kolejnych uczestników gry.

Michal Viewegh
„Zbijany”
tłum. Jan Stachowski
Świat Literacki, Warszawa 2008

(tekst ukazał się pierwotnie w "Życiu Warszawy")

NIEBO NAD PRAGĄ - Michal Viewegh "Aniołowie dnia powszedniego"


"Aniołowie dnia powszedniego”, najnowsza powieść Michala Viewegha, to rozgrywająca się w praskich realiach tragikomiczna opowieść o umiejętności przygotowania się na śmierć. Rzecz całkiem serio, choć z aniołami w rolach statystów

Michal Viewegh, najpopularniejszy czeski pisarz, swoja najnowszą (siedemnastą z kolei, ósmą w polskim przekładzie) powieścią „Aniołowie dnia powszedniego” nie zaskoczył czytelników. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Znów mamy bowiem do czynienia z tą samą gładka narracją, z poczuciem humoru, który nigdy nie przekracza granic dobrego smaku, z precyzja prowadzenia wątków, z celnością obserwacji społecznych i z talentem do wymyślania prostych, lecz zajmujących historii – a więc z tym wszystkim, co urzekło rzesze czytelników poszukujących w literaturze lekkości, która jednak nigdy nie osuwa się w banał. Choć w wypadku najnowszej książki Viewegha z tym ostatnim może być różnie. Roi się tu przecież od łzawych historii, taniej magii oraz zdań typu „Przeżyliśmy razem piękne chwile” czy obowiązkowego zakończenia „Nie wolno nam tracić nadziei”. Nie ma się jednak co zżymać na Viewegha, ponieważ ten specjalista od inteligentnego flirtu z literaturą popularną nawiązał w ten sposób do konwencji gatunku – a tym w „Aniołach dnia powszedniego” jest, jak wskazuje sam tytuł, współczesna baśń.
Fabuła powieści jest nadzwyczaj prosta – oto czwórka aniołów zjawia się pewnego wrześniowego dnia nad praska dzielnicą Nusle, by wykonać swoja codzienną misję czynienia dobra, czyli niesienia otuchy i nadziei umierającym lub tym, którzy ze śmiercią się zetknęli. Ich praskimi „klientami” są młoda wdowa Estera oraz dwóch mężczyzn, którzy tego dnia pożegnają się ze światem – instruktor nauki jazdy Karel oraz Zdenek, który nie umie odnaleźć się po odejściu żony. U większości autorów z kręgu literatury popularnej powieściowa obecność aniołów oraz motywu śmierci groziłaby ckliwym sentymentalizmem i niebezpieczeństwem łatwego popadnięcia w kicz. U większości, ale nie u Viewegha, który nie dość, że brawurowo prowadzi narrację, przeplatając wątki, które spotkają się w finałowej scenie, to jeszcze umiejętnie i z wyczuciem łagodzi pesymistyczną wymowę utworu, wplatając dyskretnie w główną historię ironiczne smaczki. Wszelka koturnowość powieści rozwiewa się w mgnieniu oka, gdy czytamy o przykrojonej do czeskiej rzeczywistości ostatnich trzydziestu lat słabości Karola do posiadania kolejnych modeli skody lub o najnowszym pomyśle branżowego pisma o modzie, czyli o specjalnej serii szykownych kreacji dla młodych, przedsiębiorczych wdów.
Pomimo aury baśniowości i stałego u Viewegha kapitalnego poczucia humoru „Aniołowie dnia powszedniego” pozostają jego najpoważniejszą powieścią, ubierającą trudne sprawy doczesne w kostium popularnego czytadła. Jest to jednak czytadło z charakterem, a nie bajeczka o aniołach. Książce Viewegha jest bardzo blisko do poetyckiej melancholii filmu Wima Wendersa „Niebo nad Berlinem”. U czeskiego pisarza, podobnie jak w słynnym niemieckim filmie, metafizyka wypływa bowiem przede wszystkim z uważnego oglądu rzeczywistości, a nie jedynie z powodu ingerencji istot wyższych.

Michal Viewegh
„Aniołowie dnia powszedniego”
tłum. Jacek Illg
Prószyński i S-ka, Warszawa 2009

(tekst ukazał się pierwotnie w "Życiu Warszawy")

DWUDZIESTKA VIEWEGHA - Michal Viewegh "Powieść dla mężczyzn"




„Powieść dla mężczyzn” to już dwudziesta książka Michala Viewegha, najpoczytniejszego obecnie czeskiego pisarza, którego proza u polskich czytelników nie znajduje jednak podobnej atencji. Być może nie jesteśmy przygotowani na to, że o poważnych rzeczach można pisać w sposób nadzwyczaj lekki i przyjemny. Lub odwrotnie – że literatura popularna to coś więcej niż produkowane masowo czytadełka. Viewegh doskonale wstrzelił się w lukę między literaturą z wysokiej półki a książki, które mają dostarczyć wyłącznie rozrywki. Po tytuły tego pisarza w Czechach sięgają zarówno akademicy, jak i czytelnicy bulwarówek. Takie literackie porozumienie ponad podziałami w Polsce nie występuje. Dlatego, czekając na polskiego Viewegha, czytamy z zazdrością tego prawdziwego.
A ten poczyna sobie jak zwykle udanie, opowiadając o powrotach i rozstaniach, miłości i śmierci, umiejętnie łącząc humor ze zgryźliwością, a łagodność z odważnymi scenami. Konstrukcja powieści jest nienaganna – nie na darmo autor, puszczając oko do czytelnika, zapewnia, że poradnik „Jak napisać bestseller” przestudiował wyjątkowo dokładnie. Akcję, zogniskowaną wokół uczuciowo-egzystencjalnych dylematów trojga rodzeństwa o diametralnie różnym temperamencie, Viewegh zgrabnie doprowadza do finałowego happy endu, poprzedzonego autoironicznym pytaniem: „Czymże innym jest talent literacki, jeśli nie zdolnością do napisania poczytnej historii?”. I oto można odtrąbić kolejny sukces Viewegha. 
W przypadku „Powieści dla mężczyzn” to zwycięstwo zaprawione jest jednak sporą ilością krytycyzmu, wynikającego z magii okrągłych liczb, które zawsze skłaniają do podsumowań. A że prywatny jubileusz pisarza niemal dokładnie pokrywa się z 20-leciem demokratycznych Czech, Viewegh pozwala sobie na ciekawe rozrachunki, nie pozostawiając suchej nitki na niedouczonych krytykach literackich, skorumpowanych politykach, zdemoralizowanych mediach i ogłupionych konsumpcjonizmem rodakach. Wywody te zostały zręcznie wplecione w akcję powieści, nadając nazbyt może gładkiej twórczości Viewegha zaskakującej chropowatości. Opłaciło się – „Powieść dla mężczyzn” okazuje się jedną z jego ważniejszych książek.  

Michal Viewegh
„Powieść dla mężczyzn”
tłum. Jacek Illg
Wydawnictwo Elipsa, Warszawa 2010

(tekst ukazał się pierwotnie w "Życiu Warszawy")