niedziela, 20 października 2013

PROZATORSKIE SPACERY WALSERA - Robert Walser "Mikrogramy"




W latach 1924-1933 szwajcarski prozaik Robert Walser zapisał umyślnie nieczytelnym, miniaturowym pismem (o rozmiarze czcionki niewiele ponad milimetr! – trudno je odczytać nawet przy użyciu szkła powiększającego) 526 kart, które – przy standardowym zapisaniu – zajmują góra kilka stron. Kaligrafowane ołówkiem, pisane na czym tylko się da (bilety, rachunki, serwetki, strzępki gazet), sprawiają wrażenie, jakby ich autor chciał swoim pisaniem – i samym sobą – zajmować jak miejsca. Ale też jak najmniej uwagi – teksty te są bowiem skrajnie afabularne, ograniczają się do obserwacji mało znaczących drobiazgów, z których składa się rzeczywistość.  
Co sprawiło, że Walser zaczął pisać mikroskopijne teksty o mikroskopijnej fabule? Być może wpływ miał na to cykl jego zatrudnień jako kopisty – Walser-urzędnik znajdował niebywałą frajdę w samym akcie pisania, cyzelowania słów, kaligrafii. Być może pragnął coś zaszyfrować – jego proza, krytyczna wobec rzeczywistości społecznej, nie wzbudzała u współczesnych mu czytelników specjalnego entuzjazmu. Prawdopodobnie miało to również związek z kryzysem twórczym – w ramach autoterapii, która miała zaradzić „zacięciu ręki”, Walser zaordynował sobie pisanie automatyczne. Zapisywał wszystko, co wpadło mu do głowy, poddając teksty zasadzie swobodnych skojarzeń. Niewykluczone też, że struktura tych tekstów ma wiele wspólnego z jego zapaścią psychiczną. Ostatnie 27 lat swoje życia Walser spędził w zakładach psychiatrycznych po tym, jak obce głosy wytykały mu lenistwo. Jakakolwiek przyczyna leży u źródeł powstania „Mikrogramów”, efekt końcowy jest zaskakujący. Polski wybór krótkich tekstów Walsera (nader skromny – czym jest bowiem niewiele ponad 100 stron w porównaniu z 6 tomami oryginału?) zaświadcza w pełni o ich oryginalności i unikatowym wręcz charakterze.
W „Mikrogramach” Walser płynnie przechodzi od drobiazgowej obserwacji (jest to realizm szczególnego rodzaju, ponieważ uwagę autora zaprzątają rzeczy pozornie błahe, niewarte uwagi, mało istotne) do oniryzmu. W otwierającym wybór tekście „Sznycel po wiedeńsku” Walser pisze: „Wczoraj, gdy sobie w najlepsze wędrowałem, zarazem spałem. Można pędzić na wyprzódki, a jeszcze się wyśpi człowiek”. Spacer i sen – to dwie naczelne kategorie pisarstwa zawołanego piechura, którym był Walser. Jego „Mikrogramy” porównać można do włóczęgi, która toczy się – jak i narracja tych tekstów – „leniwie, to jest bez planu”.
Dygresyjność, afabularna kapryśność, ulotność skojarzeń – siła tekstów Walsera tkwi w ich zagadkowości i nieoczywistości. Pisane jakby od niechcenia, mówią o świecie więcej niż całe tomy prozatorskich enuncjacji literackich wyrobników. „Dumny jestem z tych linijek” – pisze Walser. Ma rację.

Robert Walser
„Mikrogramy”
tłum. Małgorzata Łukasiewicz, Łukasz Musiał, Arkadiusz Żychliński
Korporacja Ha!art, Kraków 2013 

(tekst ukazał się pierwotnie w "Chimerze")

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz