wtorek, 17 lutego 2015

POKÓJ DO SJESTY - Ilma Rakusa "Mało morza, mało"

„Mało morza mało” szwajcarskiej pisarki Ilmy Rakusy nie jest zwyczajną powieścią autobiograficzną. Ale inaczej być nie może – wszak Rakusa, poliglotka i kosmopolitka, mogłaby swoją biografią obdzielić kilka osób. Urodziła się w 1946 roku w Rymawskiej Sobocie na Słowacji jako córka Węgierki i Słoweńca, następnie mieszkała w Budapeszcie, Lublanie i Trieście, by ostatecznie osiąść w Zurychu. Aczkolwiek słowo „osiąść” jest w wypadku żyjącej na walizkach Rakusy nie na miejscu. Trzeba bowiem uzupełnić tę oszałamiającą układankę o studia w Paryżu i Leningradzie, o wizyty w Pradze (w 1968 roku!) i w Austrii, o podróże na Ukrainę i Litwę, gdzie poszukiwała śladów rodzinnej przeszłości (okazuje się, że z jej przodkami spokrewniony był polski poeta romantyczny Władysław Syrokomla). „Przejechałam wzdłuż i wszerz, przede wszystkim na szynach, wschodnią Europę, na której rozpina się sieć historii rodzinnej” – pisze Rakusa, ale „Mało morza mało” nie jest ani klasyczną sagą rodzinną, ani też historyczno-geograficznym dokumentem epoki. To przede wszystkim upoetyzowana autobiografia mentalna, feeria zmysłów i osobliwe ćwiczenia z pamięci.


Sześćdziesiąt dziewięć krótkich rozdziałów, w których Rakusa zamknęła opowieść o swoim dzieciństwie i młodości, składa się na niezwykły katalog odwiedzonych miejsc i spotkanych ludzi. Niezwykły, bo wielość miejsc, mieszanka języków i krótkotrwałość relacji powodowały u dziecięcej bohaterki zawrót głowy. Przed wszechobecnym nadmiarem oferowanym przez świat fizyczny uciekała więc w wyobraźnię. Jej dzieciństwo było właściwie „pokojem do sjesty”, gdzie musiała odpoczywać przez dwie popołudniowe godziny. Udawała, że śpi – w istocie leżała z zamkniętymi oczami, a to, co zobaczyła, usłyszała, poczuła i posmakowała tego dnia i poprzednich, wracało do niej ze zwielokrotnioną siłą, by zmienić się w półsenne marzenie. „Marząc na jawie, stwarzałam sobie świat” – to zdanie najlepiej określa charakter „Mało morza mało”, książki, która jest w zasadzie powieściowym pokojem do sjesty. Tylko tutaj to, co zachłannie przeżyte, filtrowane jest przez pamięć i wzbogacane o elementy imaginacji. Efektem końcowym jest skrajnie subiektywny liryczny pamiętnik. Tajemniczy i nieoczywisty. Językowo rozbuchany. Dziwny – tym rodzajem dziwności, który jest nieodparcie pociągający.


Ilma Rakusa
"Mało morza, mało"
tłum. Ryszard Wojnakowski
Wydawnictwo OD DO, Łódź 2014


(tekst ukazał się pierwotnie w "Polityce")

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz