wtorek, 29 stycznia 2013

PUZZLE Z PYTAŃ - Miljenko Jergović "Ojciec"




 „Umarł mi ojciec”. Od tego zdania Miljenko Jergović rozpoczyna podróż w przeszłość. Przeszłość swoją, swojej rodziny i swojego kraju.

Śmierć, zwłaszcza śmierć osoby bliskiej, w naturalny sposób zmusza nas do konfrontacji z przeszłością. Miljenko Jergović wyzwanie to podejmuje z oczywistym smutkiem wynikłym z poczucia utraty, a jednocześnie z zapałem kronikarza. Uwielbienie dla historycznych peregrynacji – o czym Jergović w wyrazisty, a zarazem dowcipny sposób przypomina – wynika, między innymi, z wrodzonej niechęci do lansowanego przez polityków wszelkiej maści hasła „zwrócenia się ku przyszłości”. Poglądy autora od zawsze różniły się od partyjnych okólników: „Mnie przyszłość nigdy nie interesowała[…]. Przyszłość należy do zarozumiałych i lekkomyślnych. Należy do tych, którzy wiedzą, co ze sobą zrobić, tych, których wyobraźnia skarlała. Bo wyobraźnia zawsze zwrócona jest ku przeszłości, wielkie opowieści umieszcza się w czasach, które człowiek dobrze zna i w których czuje się pewnie”. W wypadku Ojca wyobraźnia Jergovicia musiała pracować ze zdwojoną siłą, ponieważ niemal całą przeszłość związaną z życiem swojego ojca musiał niejako wymyślić na nowo. W ten sposób figura ojca stała się w eseju Jergovicia hybrydą – postacią na poły rzeczywistą, na poły literacką i mityczną. Przy czym mityczność nie oznacza tu mityzacji – Jergović poddaje postać ojca wnikliwej ocenie. Ocenie surowej, bo wystawianej przez porzuconego syna.
Biografię Dobroslava Jergovicia, powszechnie szanowanego sarajewskiego lekarza o aparycji Petera Sellersa, podzielić można na trzy etapy – młodość, małżeństwo i życie po rozwodzie. Etap środkowy, najkrótszy, jest jedynym czasem wspólnym ojca i syna, o którym Miljenko Jergović specjalnie się nie rozpisuje, ograniczając się do przytoczenia kilku wybornych  anegdot (świetnych opowieści i gotowych minifabuł jest zresztą w książce co niemiara – Ojciec jawi się wręcz jako skarbnica niewykorzystanych (jeszcze?) powieściowych pomysłów). O wiele bardziej pasjonujące jest dla autora zmierzenie się z pozostałymi dwoma  etapami życia Dobroslava, przy czym próba rozstrzygnięcia tajemniczych epizodów z ojcowskiej biografii nie ogranicza się jedynie do roztrząsania moralnych dylematów i osądzania osobistych wyborów. Jergović stawia bowiem pytania o wymiarze  ponadjednostkowym – o istotę pojęcia narodowości, odmienności, wiary (i niewiary), fatalizmu dziejów, życiowej predestynacji, społecznej (nie)sprawiedliwości czy etniczno-religijnego fanatyzmu; pytania, które szczególnie na Bałkanach wybrzmiewają zwielokrotnionym echem.  
Zanim jednak Jergović udzieli odpowiedzi, pozwalających mu scalić skomplikowaną historię swojej rodziny – którą nazywa puzzlami „które się tak wspaniale ułożyły, zrobione z historycznego zła i prywatnego nieszczęścia” – zada pytanie kardynalne, które leży u podstaw tożsamości i osobistej, i społecznej. „Kto jest ojcem?” – to proste pytanie, wypowiadane jeszcze przed narodzinami dziecka, wymagające równie prostej i precyzyjnej odpowiedzi, jest nierzadko źródłem wszelkich wątpliwości. Przede wszystkim natury osobistej, albowiem ustalenie ojcostwa wiąże się z całą lawiną kolejnych dyskusyjnych kwestii, z których dla autora najciekawsza jest dziedziczność. Czy człowiek, którego więzy krwi i zewnętrzne podobieństwo łączą bezpośrednio z przodkiem, może się od niego całkowicie różnić? Jergović zastanawia się nad tym problemem nie tylko w kontekście swoich wiecznych zmagań z nieobecnym ojcem, ale także w świetle dramatycznych spięć między swoim ojcem a jego matką. Dobroslav, który został siłą wcielony do partyzantki, wrócił z wojny ciężko chory na tyfus. Matka, żarliwa katoliczka i zwolenniczka ustaszy, odmówiła wówczas własnemu synowi choćby szklanki wody. Między nierozerwalny, zdawałoby się, łańcuch genów wdarł się fanatyzm polityczny i religijny, który w życiu Dobroslava odezwie się wraz z kolejnym bałkańskim szaleństwem, gdy jego dawni pacjenci, nierzadko zawdzięczający mu życie, nagle znaleźli się po drugiej stronie etnicznej barykady i wrzucali do jego mieszkania granaty. Ustasze i czetnicy, Serbowie i Chorwaci, katolicy i innowiercy bądź ateiści –  podobne pary pojęć odnoszących się do wzajemnie wykluczających się zjawisk w paradoksalny sposób wpłynęły również na życie Miljenko Jergovicia – jako Chorwat musiał na początku lat dziewięćdziesiątych opuścić Sarajewo i udać się do Zagrzebia, gdzie jednak, jako osobie nie ochrzczonej, odmawiano mu wydania oficjalnego obywatelstwa.
Gdzie jest granica tego szaleństwa? – pyta Jergović w swoim eseju. Czy dziedziczność dotyczy wyłącznie przekazywania genów z rodziców na dzieci? A może istnieje genotyp społeczny, czyli cały garnitur cech i postaw przekazywanych z pokolenia na pokolenie? I jaką w tym wszystkim rolę odgrywa przypadek? Jak na przykład potoczyłaby się przyszła historia Jergoviciów, gdyby Dobroslav nie został zatrzymany na ulicy w 1945 roku? Czy jego syn zostałby pisarzem i zastanawiał się nad ewentualnym znaczeniem faktu, że został poczęty w 1966 roku w hotelu Panorama w Palach, tym samym, gdzie 26 lat później ulokował się rząd Radovana Karadžicia? Miljenko Jergović zarzuca na czytelnika siatkę wzajemnie nakładających się na siebie pytań.
Tak oto z książki, która miała być w założeniu wspomnieniem o ojcu, zrodził się niepostrzeżenie zaskakujący swą wszechstronnością esej, który, bazując na historii pewnej rodziny żyjącej w pewnym nieistniejącym już europejskim kraju, stał się refleksją nad dziejami, ich sensem, biegiem i celem. Nie jest bowiem możliwe rozwikłanie rodzinnych tajemnic – zdaje się mówić Jergović – bez namysłu historiozoficznego, bez socjologicznych obserwacji (warto zwrócić uwagę na genialne obrazki z czasów socjalistycznej Jugosławii) i w oderwaniu od polityczno-historycznego tła. 

Miljenko Jergović
"Ojciec"
tłum. Magdalena Pertyńska
Czarne, Wołowiec 2012 

(recenzja ukazała się pierwotnie w "Nowych Książkach")

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz