Raport
z najdalszego krańca Europy

Wiśniewska
nie poprzestaje jednak na ogólnikach. Udaje jej się oddać złożony
portret Finnmarku dzięki zbliżeniu się do jego mieszkańców, co
nie jest zadaniem łatwym. Północni są nieufni wobec przybyszów.
Z konieczności tolerują Rosjan z przygranicznych miasteczek, którzy
w ramach tak zwanego Iwan-handlu ogołacają norweskie sklepy z
pieluch sprzedawanych potem z podwójnym przebiciem. Ale już coraz
liczniejsze grupy uchodźców z Bliskiego Wschodu, wjeżdżających
do lodowatego Finnmarku na wynajętych rowerach (Rosja nie pozwala na
piesze przekraczanie granicy), wzbudzają w kilkutysięcznej
populacji miasteczka Kirkenes nie lada konfuzję. Wiśniewska
przytacza te ciekawostki z ochotą, choć światowa polityka i
ekonomia nie mają dla niej, jak i dla mieszkańców Finnmarku,
większego znaczenia. Żyje się tu jakby poza światem, poświęcając
się osobliwym rytuałom i próbując przetrwać osiem (!) pór roku,
jednej bardziej ponurej od drugiej. Kluczem do zrozumienia Północy
są dla Wiśniewskiej wyraziści bohaterowie – saamska wokalistka
koncertująca z Patti
Smith, najsłynniejszy norweski street-artowiec, pokrywający
graffiti rozpadające się stodoły i martwe kaszaloty („żeby jak
najszybciej się rozpadło, morze zabrało, wiatr rozwalił, muchy
oblazły”), przede wszystkim jednak wiekowy Ibert Amundsen, którego
historia jest spoiwem i tłem dla wszystkich opowieści Wiśniewskiej,
zaś jego śmierć symbolicznym zwieńczeniem pewnej epoki w dziejach
Finnmarku. W Hen
udało się autorce uchwycić Północ w momencie przełomowym –
gdy starzy mieszkańcy wymierają, a wraz z nimi w zapomnienie
odchodzi etos pracy i poczucie wspólnoty, młodzi zaś albo
opuszczają Finnmark, albo poszukują pomysłu na siebie w tym
miejscu na końcu Europy. Osobista w tonie książka Wiśniewskiej,
łącząca zapis socjologiczny z nieledwie poetycko-metafizycznymi
fragmentami, jest upomnieniem się o Finnmark, a jednocześnie
pytaniem o jego przyszłość.
Ilona
Wiśniewska
Hen.
Na północy Norwegii
Czarne
Wołowiec 2016